L`oreal Magic Retouch i Syoss Root Retoucher- porównanie i końcowa ocena

Podziel się ze znajomymi
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

 

W poprzednich postach prezentowałam Wam testy obydwóch produktów. Tym razem przyszedł czas na końcowe porównanie, w którym spróbuje nakreślić zarówno mocne, jak i słabe strony  tychże sprayów. Odpowiem również na pytanie, który produkt wydał mi się lepszy i dlaczego.

 

Rozpocznę więc od zalet…

  1. Oba spraye bardzo dobrze radzą sobie z maskowaniem odrostów oraz siwych włosów. Po ich użyciu problem bardzo szybko znika, oczywiście do pierwszego mycia włosów, ale zawsze to coś. Dobre krycie utrzymywało się u mnie dwa dni, w trzecim dniu już lekko prześwitywały odrosty i siwe włosy. Więcej dni nie wytrzymałam z uwagi już przetłuszczonych włosów.
  2. Oba produkty są bezzapachowe, dlatego zaliczam to do zalet, gdyż ciężko byłoby trafić w gust każdej osoby. Bezzapachowy kojarzy mi się jako uniwersalny, ale oczywiście ktoś inny może to uznać za wadę
  3. Bardzo łatwa aplikacja sprawia, że każdy z nas bez problemu poradzi sobie z użyciem produktu.
  4. Oba produkty nie wywołały u mnie żadnych podrażnień, a tego się obawiałam, gdyż mam dość wrażliwą skórę.
  5. Nie zauważyłam szczególnego zniszczenia włosów, tak więc mam wrażenie, że zwykłe farby bardziej je niszczą.

Co do wad…

  1. Po pierwsze oba produkty delikatnie farbują zarówno skórę głowy, jak i palce (w moim przypadku palce były bardziej uciążliwe). Jeśli więc czujemy potrzebę podrapania się po głowie, bądźmy przygotowane na zafarbowane opuszki palców… Farba na szczęście pod wpływem wody schodzi łatwo, ale umycie rąk jest niezbędne.

2. Jeśli chcemy spryskać sprayem (zarówno jednym, jak i drugim) przód głowy, warto zrobić to delikatnie i z wyczuciem najlepiej używając w tym celu drugiej ręki, którą zasłonimy czoło. W przeciwnym wypadku spray może trafić na naszą skórę, pozostawiając drobne ślady w postaci kropeczek itp… Lepiej tego uniknąć, chociażby dlatego, że jeśli mamy już wykonany makijaż trzeba go będzie odrobinę poprawiać. Tu więc radzę być ostrożnym.

  1. Do minusów można również zaliczyć w obydwóch przypadkach dość małą paletę barw. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni, jednakże warto to mieć na uwadze. Przy zakupie najlepiej dobrać kolor najbardziej zbliżony do naszego odcienia włosów. Brunetki oraz blondynki mają największe szanse w odpowiednim doborze produktów.
  2. Zauważyłam również, że w przypadku Syossa włosy sprawiały wrażenie bardziej cięższych i sztywnych od nasady co miało także wpływ na rozczesywanie.
  3. Normalna cena sprayów oscyluje w granicach 30,00 natomiast spray Syossa jest troszkę wydajniejszy z uwagi na większą pojemność. Cena mimo wszystko jest dość wysoka. Trudno też mówić o sztywnych regułach wydajności – wszystko zależy od tego, jaki mamy włos (cienki czy gruby), ile mamy włosów oraz jak używamy spraye (na ile przedziałków na głowie go zużyjemy, jak dużo mamy siwych włosów itp..)

     Który lepszy?

Z mojego punktu widzenia oba produkty są bardzo podobne do siebie, z tym że L`oreal ma nieco większą przewagę, gdyż nie odnotowałam przy nim takiej ciężkości włosów  u nasady. Jest jednak mniejszy, jego pojemność to 75 ml. Natomiast przy Syossie trudno mi było momentami rozczesać włosy, które wydawały się być bardzo sztywne u nasady. Syoss za to ma większą pojemność – 120 ml. Poza tym dużych różnic w jakości, czy samym sposobie używania nie ma.

 

 

Czy warto kupić? Końcowa ocena.

Moim osobistym zdaniem mimo tych wszystkich wad ,jakie istnieją, uważam, że warto. Obydwa produkty nie są doskonałe, ale póki co wybieram mniejsze zło. Siwe włosy, których mam już sporo wyglądają o wiele gorzej niż te wszystkie wady produktów. To moja zmora, dla której jestem w stanie przecierpieć powyższe nie dogodności. Odrosty również nie przedstawiają się estetycznie… Dzięki tym sprayom przedłużam sobie farbowanie odrostów o miesiąc, z czego jestem zadowolona. Moje włosy w ten sposób mają szansę na dłuższy odpoczynek, a ja tym samym mam odrobinę więcej czasu dla siebie.

Każdy z was musi więc podjąć ostateczną decyzję przed zakupem, ja jedynie mogę coś zasugerować.  Mam nadzieję, że ten post pomoże wam w podjęciu właściwej decyzji.

Jeśli jeszcze się wahacie lub macie dodatkowe pytania – po prostu piszcie.

 

loreal2

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "L`oreal Magic Retouch i Syoss Root Retoucher- porównanie i końcowa ocena"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Przeniesione : IZALACZ
Gość
Miałam okazję przetestować Magic Retouch i uważam, że warto mieć go w domu jako „plan awaryjny”. Dobrze maskuje odrosty i siwe włosy. Spray wyposażony jest w specjalną końcówkę (cieniutką rurkę) dzięki, której jego aplikacja jest dość precyzyjna. Wprawdzie trzeba troszkę poćwiczyć, ale po kilku „psiknięciach” doszłam do idealnej wprawy i maskowałam nim dokładnie te miejsca, które chciałam. Na początku, trochę pokolorowałam sobie nim rękę, którą przytrzymywałam włosy, ale na szczęście za pomocą mydła bez problemu zmyłam kolor z palców. Używanie sprayu na odrosty na całej głowie jest nieekonomiczne, bo zapewne zużyje się go wtedy całego na 1 raz. Ale gdy… Czytaj więcej »
Przeniesione : URODZIANKA
Gość

Dokładnie 🙂 Ja również uważam, że spraye nie są bez wad, pytanie co lepsze? Siwe włosy w dziennym świetle moim zdaniem wyglądają mało estetycznie, stąd sięgam po te produkty. Wybieram to mniejsze zło. Fakt- do produktów trzeba „wyrobić sobie rękę”, inaczej nasze czoło będzie wyglądało tak jak moje, przedstawione w poście. Mimo wszystko, póki co to jedyne tego typu produkty na naszym rynku. Dziękuje za tak trafne sugestie i opinie! 🙂

wpDiscuz